1

2

3

4

5

 

Nastolatki, a współczesna szkoła

Dzisiejsza szkoła znacznie różni się od szkół naszych dziadków czy rodziców. Poza zmianami programowymi, podwyższeniem poziomu nauki i samego wyglądu szkoły, dokonał się także przewrót obyczajowy. Jeszcze do niedawna w szkole obowiązywał nakaz noszenia mundurków. Próby powrócenia do tego zwyczaju były nieudane. Właśnie w stroju dzisiejszych uczniów, szczególnie młodzieży widać te największe zmiany. Często trudno rozróżnić czy dziewczyna idzie na dyskotekę czy do szkoły. Jeżeli grono pedagogiczne i dyrekcja jest zrównoważone i poczuwają się do obowiązku nie tylko wykształcenia, ale także wychowania młodzieży będzie starało się wpłynąć na styl ubierania młodych ludzi. Oczywiście nie chodzi tutaj o niszczenie indywidualności i unifikację całej społeczności uczniowskiej, a o nauczenie taktu i kultury stroju. Również w gestii szkoły powinno być wyrobienie w młodym człowieku odpowiedniej kultury osobistej. Oczywiście nawyki i przyzwyczajenia wynosi się z domu. Tutaj także olbrzymią rolę odgrywają rodzice, będący wzorem i obiektem ciągłych podpatrywań. Poza tym warto też pamiętać, że jaką kulturę posiada środowisko domowe, taką kulturę będzie młody człowiek. Jeśli ojciec ustępuje w tramwaju miejsce starszej pani, tłumacząc synowi, że tak należy to ten w przyszłości będzie robił tak samo. To właśnie w środowisku szkolnym po raz pierwszy ujawnia się poziom kultury, a także charakter młodego człowieka. Okres dojrzewania również jest wielkim sprawdzianem. Nawet, jeśli dziecko przestanie ubierać się schludnie, zacznie eksponować swoją odmienność, to nauczone szacunku do osób starszych nie będzie urządzało takich awantur jak dziecko, któremu idee szacunku są obce. Warto, więc pamiętać, że mimo rewolucji obyczajowej i powszechnego nihilizmu należy zachować najważniejsze wartości. Wartości te powinien przekazać i dom i szkoła. I tylko wówczas, kiedy młody człowiek będzie nasiąkał ideałami w tych dwóch środowiskach powstaje prawdopodobieństwo, że wyrośnie na uczciwego i szlachetnego człowieka. Oczywiście nie można stwierdzić bezsprzecznie, że młodzież wychowująca się w patologicznym domu czy uczęszczająca do szkoły bez zasad jest skazana na porażkę. Nie, ale zachowanie jej wewnętrznego piękna będzie dużo trudniejsze i będzie wymagało ogromnego uporu, samozaparcia i ogromnej siły wewnętrznej.

Czy współczesna młodzież

Współczesny świat znacznie różni się od tego sprzed kilkudziesięciu lat. Szczególnie w Polsce zaszły zmiany, których trudno nie zauważyć. Upadek PRLu, powstanie gospodarki kapitalistycznej i pojawienie się społeczeństwa konsumpcyjnego to zauważalne na pierwszy rzut okaz zmiany. I właśnie to konsumpcyjne życie najbardziej wpłynęła na najmłodsze warstwy społeczeństwa – dzieci i młodzież. Dzieci urodzone w latach dziewięćdziesiątych, dziś wchodzące w wiek pełnoletności są już osobami niepamiętającymi pustych sklepowych półek, długich kolejek czy kartek na żywność. Dlatego też ci młodzi ludzie mają zupełnie inne podejście dożycia. Często te różnice światopoglądowe są powodem konfliktu pokoleń. Jakie trudności spotyka dzisiejsza młodzież? Po pierwsze rynek pracy jest już tak zapełniony i nastawiony na ostrą selekcję, że utrzymanie się na dobrym stanowisku wiąże się z wytężoną pracą. Nie ukrywajmy, że w wielkich przedsiębiorstwach trwa wyścig szczurów i chcąc zapewnić sobie utrzymanie i godziwe warunki trzeba brać w nim udział. Po drugie życie jest teraz o wiele droższe. Ceny stale rosną, a pensje pozostają na tym samym pułapie finansowym. Zapewnienie sobie godziwych warunków wymaga nie lada gimnastyki. Te problemy dotyczą jednak młodzieży stojącej już u progu dorosłości. Jednak ta młodsza młodzież, w wieku nastu lat także spotyka się z problemami, które w czasach młodości ich rodziców czy dziadków nie miały miejsca, albo były rzadkością. Weźmy na przykład używki. Problem narkomanii, alkoholizmu czy uzależnienia nikotynowego wśród młodzieży zatacza szerokie kręgi. Dzieje się tak nie tylko, dlatego, że młodzież jest bardziej zdemoralizowana, a głównie z powodu powszechnej dostępności środków odurzających. Jak wiadomo okazja czyni złodzieja. Również liczne przypadki nie letnich ciąż są dzisiaj przyjmowane normalnie. Zastanawiające jest to, że podobno edukacja seksualna jest na wyższym poziomie niż w latach osiemdziesiątych, a jednak coraz częściej słyszy się o braku świadomości wśród współczesnej młodzieży. Dlaczego tak jest? Być może powodem są mass media, promujące seks, jako zabawę bezpieczną i niezobowiązującą. Postęp przyniósł wiele dobrego, ale przyczynił się także do wzrostu zagrożeń dla współczesnej młodzieży.

Młodość ma swoje prawa

Młodość musi się wyszumieć! ile razy powtarzają to rodzice, próbujący wytłumaczyć nawet najbardziej karygodne zachowania swoich pociech? Ile razy przymykamy oko na wybryki młodych ludzi, zwalając to na okres młodzieńczego buntu i wmawiając sobie, że nasza córka czy nas syn z tego wyrośnie? Pewnie nie raz. Granica między zwykłym i całkiem normalnym młodzieńczym szaleństwem, a początkiem równi pochyłej jest niezwykle cienka i płynna. Wszystko zależy od tego, na ile znamy nasze dziecko. I tu pojawia się często problem. Nie raz rodzice mówią, że jeszcze w podstawówce dziecko opowiadało o wszystkich aspektach swojego życia, a w gimnazjum ucichło i rodzic nie wie nic o swoim dziecku. Kiedy przychodzi okres tego prawdziwego buntu opiekunowie są zdziwieni, co przez te kilka lat, takiego milczenia na linii rodzić dziecko wydarzyło się w życiu pociechy. To smutne, że mieszkając pod jednym dachem nie wie się o sobie nic. I nie dziwi fakt, że młodzi ludzie coraz rzadziej mówią swoim rodzicom o problemach, troskach czy chociażby codziennych wydarzeniach. Skoro większość rodziców nie słucha, to, po co się trudzić i gadać do ściany? Oczywiście nie można tutaj generalizować. Są przecież rodziny, gdzie kontakty są świetne. I co ciekawe w takich domach nie odnotowuje się wystąpienia buntu młodzieńczego, a nawet, jeśli już to jest on o wiele lżejszy. Wynika z tego, że, aby ułatwić zarówno sobie, jaki i naszemu dziecku przejście przez okres dojrzewania, a także zapewnić dobre relacje z już dorosłym dzieckiem trzeba zbudować sobie dobre relacje już na samym początku i potem o nie dbać. Nie łudźmy się, że zbuntowany nastolatek stanie się z dnia na dzień naszym przyjacielem. Na wszystko potrzeba czasu. Warto też uważnie obserwować swoje dziecko. Dzisiejsza młodzież różni się od tej młodzieży, która dziś ma czterdzieści lat. Jednak świat też się zmienił i trudno oczekiwać, że człowiek pozostanie taki sam w obliczu postępu. Jednak są pewne granice zachowań, które nie zmieniły się od kilkudziesięciu lat. Na przykład kradzieże, pobicia, napady, chuligaństwo i tym podobne zachowania nigdy nie były i nie powinny być akceptowane. Reagujmy na takie karygodne sytuacje, bo to już nie jest młodzieńcza beztroska a utrata moralnych wartości.

Trudno jest być nastolatkiem

Dojrzewanie to trudny okres w życiu każdego człowieka. Dorośli, mający już za sobą młodzieńczy bunt z nostalgią, ale i podziwem dla własnych rodziców wspominają ten czas. Okres dojrzewania przewraca bowiem do góry nie tylko świat osoby dojrzewającej, ale także jego otoczenia. I zarówno dojrzewający młody człowiek, jak i jego znajomi powinni być do tego odpowiednio przygotowani. Podstawową rzeczą jest świadomość. Dużo łatwiej przechodzi się przez pewien etap, kiedy nie jest się jak zagubiony we mgle. Oczywiście teoria swoje, a praktyka swoje. Zawsze jednak dużo łatwiej jest wytrzymać z samym sobą, kiedy możemy swoje zachowanie jakoś logicznie wytłumaczyć. Kiedy dziewczyna dostaje pierwszej miesiączki powinna być świadoma tego, co się z nią dzieje. Jeśli będzie niedoinformowana i zupełnie zaskoczona faktem wystąpienia krwawienia, może się to bardzo niekorzystnie odbić na jej psychice. Pomyślmy, bowiem, co może pomyśleć człowiek, który krwawi? Jeżeli dorośli zaniedbali sprawy uświadamiania takiej dziewczyny, nawet do głowy jej nie przyjdzie, że będzie się to odbywało cyklicznie. Również chłopcy mogą przeżyć szok, kiedy po raz pierwszy przeżyją nocny wzwód. Może się to wiązać ze wstydem, a w skrajnych wypadkach z myślami o chorobie, która daje takie objawy. Dlatego dorośli nie powinni liczyć, że dziecko dowie się wszystkiego w szkole czy nie daj Boże z internetu. Poziom edukacji seksualnej w polskich szkołach, choć uległ polepszeniu w ostatnich latach, nadal mocno kuleje i jest niewystarczającym źródłem informacji dla dojrzewającego młodego człowieka. Co ciekawe problem braku świadomości dotyczy także rodziców czy opiekunów dojrzewających młodych ludzi. Stwarza to ogromne problemy, ponieważ odwieczny konflikt pokoleń w czasie okresu dojrzewania przybiera dodatkowo na sile. Rodzice, którzy nie posiadają wiedzy na temat zmian w organizmie oraz w psychice młodzieży dojrzewającej, nie mogą pomóc swoim dzieciom przejść przez ten ciężki okres, a już na pewno nie są partnerami do rozmowy czy nauczycielami, pomagającymi dojrzeć. Brak świadomości utrudnia także codzienne kontakty z dziećmi. Bądźmy świadomi, że wsparcie i próby nawiązania bliskich kontaktów z dojrzewającym człowiekiem są dużo łatwiejsze, kiedy mamy do niego instrukcje obsługi.

Jaka jest współczesna młodzież?

Współczesna młodzież wzbudza wiele kontrowersji. Często słyszymy w telewizji czy radiu, że dzisiejsi młodzi ludzie są źle wychowani, nie szanują starszych, są leniwi i często to właśnie ich obwiniamy o różne przestępstwa czy dewastacje. Czy rzeczywiście tak jest? Czy młode pokolenie, które już za chwile dojdzie do władzy w naszym kraju, jest zdeprawowane i nic niewarte? Odpowiedź na to pytanie jest skomplikowana i na pewno nie jednoznaczna. Trudno zaszufladkować całe młode społeczeństwo i nalepić im łatkę – złe. Zawsze, bowiem znajdźmy jakieś wyjątki, obalające teorie braku moralności wśród polskiej młodzieży. Jednakże trzeba przyznać, że psycholodzy, socjologowie i pedagodzy biją na alarm. I nie ma się, co dziwić, że starsze pokolenia patrzą na to z niepokojem. Jeszcze kilkanaście lat temu nie do pomyślenia był pobyt kilkunastolatka na izbie wytrzeźwień. Dziś coraz częściej słyszy się o dziesięciojedenastoletnich dzieciach, bo trudno mówić tu już o młodzieży, którzy trafiają do szpitali z zatruciem alkoholowym. I oczywiście można by tu psioczyć na te dzieci, ale z drugiej strony powinno zrodzić się pytanie, gdzie w tym wszystkim są rodzice? Nic przecież nie dzieje się z dnia nadzień. Chuligańskie wybryki są już wierzchołkiem góry lodowej, która wypiętrzała się przez lata. Częstym błędem rodziców jest tłumaczenie problemów wychowawczych okresem dojrzewania i tak zwanym buntem młodzieńczym. Jednak trzeba pamiętać, że szalejące hormony i eksponowanie własnego, często odmiennego zdanie nie może być wytłumaczeniem dla agresji, wagarów czy zażywania substancji odurzających. Nie ma takiego buntu, który nie miałby konkretnego podłoża gdzieś wcześniej. Może warto zastanowić się, kiedy młody człowiek zaczął się buntować i dlaczego akurat ten moment zrobił z grzecznego chłopaka chuligana wywracającego kubły na śmieci i okradającego staruszki. Co więcej, rodzice muszą pamiętać, że słynne powiedzenie „wyrośnie z tego” może się okazać w tym wypadku niewłaściwe. Bowiem czego „Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”. Może, więc zamiast alarmować, że źle się dzieje z młodzieżą współczesną, warto zacząć zmieniać podejście do tej młodzieży i choć przez chwile wysłuchać co ma ona do powiedzenia, a nie z góry zakładać, że nic o życiu nie wie.

Rodzice błędy wychowawcze

Oczywiście każdy rodzic z założenia stara siec rodzicem idealnych. Chcemy wychować nasze dzieci na ludzi wspaniałych, mądrych, odważnych, a jednocześnie zapewnić im parasol ochronny przed światem, niekoniecznie przyjaznym w każdej sytuacji. Czy to jest łatwo zrealizować taki scenariusz? Niestety wielu z nas popełnia bardzo wiele błędów w procesie wychowania dziecka, a co najgorsze, nie zdajemy sobie w większości przypadków sprawy, że takowe błędy właśnie popełniamy. Co robić, by zminimalizować to negatywne zjawisko? Po prostu trzeba uświadomić sobie, jakie najczęściej popełniamy błędy w procesie wychowania dziecka. Nie ochraniajmy dziecka za wszelka cenę przed negatywnym wpływem otoczenia, nie trzymajmy dziecka w szklanej, cudownej kuli, Mówmy mu, że świat nie jest idealny i że czasami musi stawić czoła trudnym sytuacjom i wyzwaniom. Nie wpajajmy dziecku, że jest pod każdym względem wspaniałe i wszyscy je kochają, Wpoi to w dziecku błędne przekonanie, że jest idealne w każdej sytuacji, co utrudni mu życie, jak też ludziom, których będzie spotykało na swej drodze. Starajmy się uczyć dziecko samodzielności – nie wyręczajmy je we wszystkim, gdyż nie poradzi sobie potem w życiu z najmniejszym problemem – będzie to źródłem wielu frustracji. Podczas wychowania naszej latorośli bada konsekwentni, gdyż nie ma nic gorszego, jak mnożyć zakazy czy nakazy i wycofywać się z tego. Cały proces wychowawczy bierze wtedy w łeb. Często zamiast opowiadacz dziecku wiele, teoretyzować, samemu lepiej pokazać, na własnym przykładzie, jaka jest właściwa postawa w pewnych sytuacjach, jak należy się zachować. Wzmocni to nasz autorytet w oczach dziecka i będzie bardziej skuteczne niż tyrady słowne, niczym nie poparte. Nie wmawiajmy dziecku, że niezależnie, co zrobi, jakie będzie, i tak kochamy je. Niech syn czy córka wie, że na wszystko w życiu trzeba zasłużyć, zapracować, wykazać pewne starania, by zyskać miłość czy szacunek innych ludzi. Nie wmawiajmy dziecku za wszelka cenę, że musi być doskonałe, wygrywać we wszystkich dziedzinach i osiągać sukcesy za wszelka cenę. Owszem, starajmy się wpoić w dziecko ambicje, upór, zaangażowanie, ale nie za wszelką cenę – nie doprowadzajmy dziecka do frustracji czy załamania porażką. Nie ulegajmy wszelkim zachciankom dziecka. I co chyba najważniejsze – w procesie wychowania, podejmowania decyzji oboje rodzice powinni być jednomyślni – nie wygrywajmy uczuć dziecka przeciwko sobie wzajemnie.

Problemy wychowawcze

Wielu z rodziców, jeśli nie wszyscy posiadający dzieci, na różnym etapie ich rozwoju doświadcza problemów wychowawczych różnego typu. Poczynając od braku porozumienia z dzieckiem, wagarowaniu, niezaangażowaniu w naukę, poprzez ucieczki z domu, spożywanie alkoholu, zażywanie środków odurzających typu narkotyki aż do popełniania przestępstw. Jako rodzice nie powinniśmy się zamykać z naszymi problemami wychowawczymi w czterech ścianach, lecz szukać różnych metod rozwiązania problemu, nie stroniąc przy tym od poszukiwania pomocy w instytucjach do tego powołanych. I tak na przykład wskazany jest stały kontakt z wychowawcami dzieci, pedagogiem szkolnym, nawet w sytuacji, gdy z naszego punktu widzenia nie dzieje się z dzieckiem nic niepokojącego. Czasem po prostu jest tak, że jesteśmy nieświadomi zagrożenia, które już jest u wrót i regularne kontakty z przedstawicielami szkoły, bieżąca wymiana informacji pozwoli na czas zareagować na negatywne czynniki. Jeśli już zaś nastąpiły negatywne fakty i wiemy o tym, oczekujmy wsparcia ze strony właśnie pedagoga szkolnego czy wychowawcy. Przecież mamy wtedy wspólny cel – powrót dziecka na właściwa ścieżkę, zapobieżenie złu. W wielu sytuacjach powinniśmy zasięgać porady i szukać wsparciach w poradniach wychowawczo – psychologicznych, znajdujących się we wszystkich średnich i dużych miastach. Możemy udać się tam sami, naświetlając problem, następnie z dzieckiem. Wielu rodziców o tym nie wie, ale w każdej Komendzie Powiatowe Policji znajduje się zespół specjalistów do spraw nieletnich, zadaniem zaś członków tego zespołu jest pomoc rodzicom w rozwiązywaniu problemów związanych z wychowaniem dzieci i młodzieży, zapobieżeniu sytuacji, by młody człowiek wstąpił na drogę przestępstwa czy popadł w uzależnienie od alkoholu czy narkotyków. Policyjni specjaliści to w zdecydowanej mierze ludzie z odpowiednim wykształceniem oraz doświadczeniem, pozwalającym rozwiązywać najtrudniejsze sprawy dotyczące nieletnich. W sytuacji, kiedy uznają oni za konieczne, angażują do współpracy inne instytucje, jak Sąd Rodzinny i Dla Nieletnich czy specjalistów z Powiatowego centrum Pomocy Rodzinie, pracowników socjalnych czy tez dzielnicowych z terenu zamieszkania danej rodziny. W Komendach policji są tez zespoły specjalistów do spraw zwalczania narkomanii. W sytuacji, kiedy nasza pociecha ociera się o świat narkotyków, również oni mogą służyć nam pomocą, przynajmniej w zakresie rozpoznania zjawiska i podstawowej wiedzy dot. rozpoznania faktu użycia przez dziecko narkotyku.

Sześciolatki do szkół

W ostatnich latach wiele kontrowersji wywołuje kwestia wieku, w jakim dzieci w naszym kraju rozpoczynają obowiązkową edukację szkolną. A cała sprawa dotyczy forsowanego przez Ministerstwo Edukacji pomysłu, by powszechnym obowiązkiem szkolnym objąć wszystkich sześciolatków. Kwestia ta wywołuje największe kontrowersje – co w sumie jest zrozumiałe – u młodych rodziców. Wielu z nich, żeby nie powiedzieć większość – uważa, że to jest jeszcze za wcześnie na posyłanie dziecka do szkoły. Że okres ten powinien jeszcze służyć dziecku dla zabawy, delikatnego kształcenia w przedszkolu, że dominować powinny gry i zabawy. Że nie wolno zabierać dziecku jednego roku z życia, z dzieciństwa – najpiękniejszego okresu w życiu dziecka, kiedy jeszcze nie jest obarczone stałymi obowiązkami szkolnymi, kiedy jeszcze nią ma stresu związanego ze szkołą. Rodzice przeciwni takiemu rozwiązaniu argumentują ponadto, że szkoły nie są pod względem infrastruktury przygotowane do przyjęcia w swe mury tak małych dzieci. Dotyczy to chociażby nie przystosowania toalet. Cześć rodziców jest za przyjęciem takiego rozwiązania, żeby decyzja o posłaniu sześciolatka do szkoły była sprawa indywidualna każdego z nich, by nie była to decyzja obligatoryjna wymuszona przepisami. Że skoro dany rodzic uzna, że jego dziecko jest gotowe rozpocząć już obowiązek szkolny, będzie miało taka możliwość, natomiast nic na siłę. Z kolei władze oświatowe uważają, że rozpoczęcie edukacji w wieku już 6 lat jest dobre dla samych dzieci. W świecie rywalizacji na całym świecie, szybkiego rozwoju nauki, coraz większego materiału i ogromu wiedzy do przyswojenia niezbędne jest, aby rozpoczynać edukacje szkolna jak najwcześniej. Twierdza, że zapewni to dzieciom lepszy start w życiu. Ponadto wcześniejsze pójście do szkoły spowoduje lepsza integracje dziecka z otoczeniem, zapobiegnie sytuacji, gdy na przykład siedmiolatek, który nigdy nie chodził do przedszkola i wychowywał się tylko w domu – przeżyje wielki stres związany z tak późnym wstąpieniem w środowisko rówieśników, już obeznanych z grupą i zasadami panującymi w zbiorowości szkolnej. Argumentują, że jeśli dziecko nie jest gotowe w wieku 6 lat na rozpoczęcie szkoły, są przecież poradnie wychowawczo – psychologiczne, gdzie po konsultacji można podjąć decyzje, iż dziecko może jeszcze zostać przez rok zwolnione z obowiązku szkolnego.

System kształcenia w Polsce

Obecnie w naszym kraju mamy następujący typy szkół: podstawowe, gimnazja, zawodowe, licea, technika, studia. Na przestrzeni ostatnich 20 lat w różnych okresach czasu wygrywały różne koncepcje kształcenia młodych ludzi. Czy obecny model jest tak dopracowany, że nie wymaga już żadnych reform czy poprawek? Chyba najwięcej dyskusji wywołuje sprawa utworzenia gimnazjów, praktycznie od momentu ich powołania. Otóż przeciwnicy tej koncepcji kształcenia uważają, że okres, kiedy dziecko zaczyna gimnazjum, jest bardzo trudnym etapem zżycia, jest to okres wkraczania młodego człowieka w etap dojrzewania, a wiec wszystkie trudności z tym związane ujawniają się ze zdwojona siłą. W tym czasie gromadzenie wszystkich młodych ludzi, którym szaleją hormony, na 3 lata w jednym miejscu powoduje zagrożenie zarówno dla nich samych, jak tez nie ułatwia zżycia pedagogom mającym za zadanie uczenie ich i kształtowanie właściwej świadomości i odpowiednich postaw. Z kolei zwolennicy obecnego modelu odpierają zarzuty twierdząc, że gimnazjum zapewnia lepsze warunki nauki, że jest to model stosowany w większości krajów europejskich, że w szkołach tych uczą nauczyciele wyspecjalizowani w nauczaniu młodzieży w tym właśnie wieku. Większość specjalistów z dziedziny szkolnictwa jest zdania, że mimo niekoniecznie udanej reformy, nie ma już w tym zakresie odwrotu i powrotu do modelu 8 klasowej szkoły podstawowej. Dużo kontrowersji w naszym kraju budzi od lat model kształcenia zawodowego młodzieży. Nie dość, że popularnych niegdyś zawodówek jest już w Polsce bardzo mało, to jeszcze kształcenie w nich nie zmieniło się praktycznie od początku zmian ustrojowych w kraju, pomimo ogromnych zmian na rynku pracy i pilnej potrzeby dostosowania szkolnictwa zawodowego do bieżących potrzeb przemysłu, rzemiosła, sfery usług. W tym względzie odstajemy bardzo od większości krajów europejskich, gdzie władze przeznaczają duże środki finansowe na rozwój szkolnictwa zawodowego. Już obecnie w naszym kraju jest ogromny niedobór fachowców, za kilka lat grozi nam sytuacja, że będzie wielu magistrów, zwłaszcza nauk humanistycznych, a ostatni fachowcy typu hydraulicy czy budowlańcy wyjada na Zachód. Ostatni element kształcenia to studia wyższe. I tu widzimy niepokojące zjawiska, gdyż od lat masowo produkowani są politolodzy, pedagodzy czy specjaliści od marketingu, a coraz mniej kończy uczelnie inżynierów czy mechaników – specjalistów poszukiwanych na rynku pracy.

Szkoły wiejskie

W ostatnim okresie czasu wiele słyszy się w środkach masowego przekazu o likwidacji wielu szkół na terenach wiejskich, zwłaszcza tych małych, gdzie uczęszcza niewiele dzieci. Co jest przyczyna takiego stanu rzeczy oraz czy rodzice dzieci likwidowanych szkół maja racje, walcząc bardzo wytrwale o pozostawienie tych szkół jako działających ośrodków nauczania? Otóż musimy cofnąć się o kilka lat wstecz, kiedy mocą ustawy szkolnictwo podstawowe, zawodowe i średnie zostało przekazane pod pieczę samorządów lokalnych. W tym momencie zmieniło się finansowanie tych placówek, obowiązek został przejęty właśnie przez samorządy. Państwo przekazuje pewne środki finansowe na funkcjonowanie szkół, jednak to samorządy muszą już dbać o dokładne finanse placówek, w ich tez kwestii leżą takie decyzje jak likwidacja danej szkoły, jej remont itp. Kolejnym czynnikiem decydującym o likwidacji obecnie wielu wiejskich szkół jest trwający od wielu już lat niż demograficzny. Rodzi się coraz mniej dzieci, w szkołach jest coraz luźniej. Ponadto następuje powolny, lecz stały odpływ ludności ze wsi do miast. Wszystko to powoduje, że w małych wiejskich szkołach uczy się coraz mniej dzieci. Następuję łączenie klas, jednak pomimo wszystko w klasie jest czasem po 8 – 9 dzieci. W porównaniu do miast, gdzie klasa liczy przeciętnie około 30 dzieciaków, jest to znaczna bardzo różnica. A przecież niezależnie od ilości dzieci w klasie etatowo musi tam być nauczycielka, szkołę trzeba ogrzać, opłacić rachunki za prąd itp. Właśnie względy ekonomiczne powodują, że samorządy decydują o zamykaniu kolejnych wiejskich szkół, tłumacząc się brakiem środków finansowych na ich dalsze funkcjonowanie. Uczniowie takich szkół są wtedy dowożeni do większych, gminnych szkół. Wywołuje to protesty zdecydowanej większości rodziców dzieci z likwidowanych szkół. Uważają oni, że dojeżdżanie dziecka do szkoły po kilkanaście kilometrów nie jest dobrym rozwiązaniem. Ponadto utrzymują, że dzieciom będzie gorzej w szkołach dużych, nie są do tego przyzwyczajone. Samorządy z kolei argumentują, że taka zmiana wyjdzie tylko na lepsze uczniom, gdyż w większej szkole jest lepsza baza dydaktyczna, doświadczona, wyszkolona kadra nauczycieli, laboratoria itp. W sumie nieważne, która strona ma w tym sporze rację, skoro de facto likwidacja wielu szkół jest przesądzona i rodzice nic nie wskórają w walce z samorządami.